Poszukujesz tłumacza ekspresowego z angielskiego i niemieckiego w Warszawie? Genialne tłumaczenia!

KRĄG RUBENSA

Rzecz oczywista, że pracownia Rubensa stała się głównym ośrodkiem artystycznym kraju i promieniowała na całe malarstwo flamandzkie. W twórczości tego artysty mieścił się tak obfity i różnorodny ładunek inspiracji twórczej, że korzystali zeń w swoisty sposób niemal wszyscy ówcześni malarze flamandzcy, mogący o sobie powiedzieć: „my wszyscy z niego”. Działalność Rubensa tak dalece pobudziła ambicje tamtejszych malarzy, iż prawie każdy marzył o tym, by dorównać mistrzowi, a najwybitniejsi z nich pragną prześcignąć Rubensa. Do tych ostatnich należeli przede wszystkim van Dyck i Jordaens.

Anthonis van Dyck (1599-1641), syn zamożnego kupca z Antwerpii, rówieśnik Berniniego i Velazqueza, był tzw. cudownym dzieckiem, a w osiemnastym roku życia uważano go już za utalentowanego malarza. W latach 1618-1620 związany był z pracownią Rubensa w formie dotychczas przez badaczy nie ustalonej. W końcu 1621 r. udał się do Włoch w podróż artystyczną trwającą lat sześć: przebywał w Wenecji, Rzymie i innych miastach – głównie w Genui. Na terenie włoskim zasłynął jako świetny portrecista, ale specjalnego rodzaju.

Historycy sztuki często zarzucają Rubensowi, zresztą przesadnie, że jego portrety, mimo świetnej techniki, są „puste”, że w przeciwieństwie do współczesnego mu Rembrandta nie potrafił z twarzy swych modeli wydobyć przeżyć psychicznych: o tym, że Rubens potrafił, gdy chciał, malować twarze odzwierciedlające charakter – świadczą choćby jego autoportrety, podobizny mnicha Ophoviusa czy Nicolaesa Rockoxa. Trzeba pamiętać, że jako portrecista Rubens usiłował wzorować się na Tycjanie, o którym mówiono, że swym modelom nadawał to, co się po włosku nazywało grandezza, a co po polsku da się najbliżej przetłumaczyć jako „dostojność”. Rubens miał podobną klientelę, był nie tylko artystą, lecz i dyplomatą, a zatem w twarzach swych wysoko postawionych klientów nie chciał dostrzegać tego, co w twarzy papieskiej zobaczył Velazquez, wolał (ku zadowoleniu dysponentów) poprzestawać na „dostojności”.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.